w tym domu jest bardzo ciepło
na parapecie zawsze więdną kwiaty
nie to nie kwiaty, ktoś zasadził serce
i wysuszone przedrzeźnia niedożywione liście
w tym domu jest bardzo duszno
ona nigdy nie otwiera okien
woli trzymać powietrze w piwnicy
a w pokoju dusić się powoli
w tym domu jest bardzo natrętnie
pijane muchy wlatują nie wiadomo skąd
i siadają gdzie popadnie
nie to nie muchy, to insekty szczęścia
uczepiają się chwili aby usiąść na niej
i nasycić się przystankiem w drodze donikąd
miałam wiele szczęścia
w tym domu uśmiechu przebywałam jak spóźniony turysta
dostałam zupy i chleba i chodź duszno
chociaż słabo, chodź natrętne muchy-nie muchy
błądziły i wkradały się w zakamarki moich tajemnic
cieszę się i mam wysuszone listki roślin pod poduszką
i cały słoik powietrza z piwnicy-ukradłam go i nie oddam.
Aga, bo po stylu rozpoznaję że to Ty, dlaczego się nie podpisałaś? Taki wiersz... No nie ma się czego wstydzić.
OdpowiedzUsuńKiedy go czytałam, zrobiło mi się bardzo smutno. W pierwszych dwóch zwrotkach jest zdecydowanie duszna atmosfera. Postać kobieca, którą tu spotykamy jest zapewne archetypowa, to się czuje i mam wrażenie, że sytuująca się po ciemnej stronie mocy. Wiedźma, ale nie w znaczeniu etymologicznym (kobieta, która wie), tylko w znaczeniu baśniowym – baba roztaczająca wokół siebie złe moce. Przypomina mi się historia Królewny Śnieżki, tam właśnie pojawia się motyw serca, jako dowodu, że dziewczyna została zgładzona. Dla tych, co nie czytali przypominam – czarownica nie mogła pogodzić się z tym, że lusterko uparcie wskazuje na Śnieżkę jako na najpiękniejszą osobę na świecie, zleciła więc myśliwemu, by zamordował dziewczynę. W dalszym ciągu baśni obserwujemy myśliwego, który zdjęty litością, pozostawia piękną niewiastę przy życiu, a serce wykrada zającowi. Wersja, którą tu przytoczyłam, najbardziej chyba znana, jest zaczerpnięta z Walta Disneya, bo oryginalnie, u Grimmów było nie serce, a płuca i wątroba i zostały one wyciągnięte nie z zająca, a z dzika. Warto jeszcze dodać, że w pierwotnej wersji baśni zła czarownica była nikim innym jak matką Śnieżki, a późniejsze wersje mówią już o macosze dla złagodzenia klimatu.
Inna rzecz, która przychodzi mi go głowy odnośnie tej kobiety z utworu o domu, to fakt, że w jej domu kwiaty więdną, a więc ona jest osobą, której brakuje umiejętności zaopiekowania się życiem, a za chwilę okazuje się, że jest jeszcze gorzej – kwiaty to nie tylko kwiaty (nostalgiczny symbol mogący przecież odsyłać do wszystkiego i do niczego), tam serce córki (albo zająca, któż to wie?), zasuszone leży jak znak dla świata – patrzcie z kim macie do czynienia (bo nie przez przypadek pojawia się tu okno, a nie np. szary kąt). To serce, choć jest dowodem śmierci (nie zaniechania, a z morderczej zazdrości) ma jeszcze siłę kogokolwiek przedrzeźniać – dziwne. A co jeszcze dziwniejsze – obiektem drwin padają liście o podobnie nieciekawej kondycji, co serce.
Wrócę jeszcze do tej kobiety, bo w gruncie rzeczy, to ona jest w tym utworze osią zła, na którą nawlekane są strzępki wydarzeń. Szkic jej sylwetki jest jakby kreślony kilkupoziomowo. Na górze jest bardzo duszno, bo ona nigdy nie otwiera okien. Uznajmy, że ta góra to ego – „nie otwiera okien” - może oznaczać, że nie wpuszcza w obręb swojej psychiki nowych wpływów, jest skostniała w rozumowaniu i sposobie widzenia świata. Natomiast piwnica, która jest dobrze przewentylowana, mogłaby tu symbolizować nieświadomość, podświadomość – tam już hulają dzikie wietrzyska różnorodnych wpływów i stamtąd właśnie młoda dziewczyna (jak mniemam), podmiot liryczny wiersza, zabiera, kradnie słoik powietrza matce. Charakterystyczne jest, że słoik odnosi się do sfery żywności, zresztą młodzi dorośli jakże często, ledwie po wyfrunięciu z rodzinnego gniazda, biorą przygotowany przez matkę prowiant w słoikach. Tu matka nic nie przygotowała, ale córka i tak się pożywia, choć nikt jej jawnie nie daje, ona bierze. Gdyby nie to zapewne nie byłaby w stanie przeżyć tych wszystkich prób unicestwienia, które stosowała wobec niej zazdrosna o urodę i wdzięk zła matka.
Ja bym chyba nie poznał Twojego stylu, Aga, ty, zawsze mi się tak wydawało, bardziej igrałaś z poezją i słowem, a tutaj jest tak ciężko i poważnie, trochę jak w tym domu. Co nie znaczy wcale, że wiersz jest zły, wręcz przeciwnie, jest bardzo przemawiający do człowieka i całkiem ciekawy. jest tylko z innego gatunku.
OdpowiedzUsuńI co jest w nim najbardziej ciekawe i intrygujące, nakłaniające żeby na ten wiersz spojrzeć jednak inaczej, niż ma się ochotę w pierwszej chwili, to to przejście które przecież wprowadzasz z mocną premedytacją. Że chociaż dom był przykry, nieprzyjemny i niegościnny, to przecież dla Ciebie był to dom uśmiechu w którym zaznałaś gościny i które jest w twej pamięci tak drogi. Dobra wydaje się być tutaj interpretacja Izy, porównująca ten dom do osoby matki, która może być postrzegana nie raz negatywnie, ale jednak zazwyczaj wspomina się ją ciepło pomimo jakiś dawnych krzywd i żyję się będąc naznaczonym nauką i osobowością swojej matki. I to dziedzictwo może być cenne, przynajmniej ze względów sentymentalnych.
Nie dopatrywałbym się za to tutaj jakiejś celowej wrogości, ale raczej niezdolność porozumienia się i zrozumienia drugiej osoby. Myślę, że w tym wierszu nie ma ludzi złych, są tylko ludzie chorzy, na różne słuszne bądź niesłuszne obsesje, na nieumiejętność i na skostniałość. Ciepły dom kojarzy się nam z czymś dobrym, nawet z dbaniem o ten dom, chociaż to domowe ciepło przedrzeźnia to wysuszone serce, wypaczony skutek tego ciepła. Nie otwieranie okien to rzeczywiście jakieś zamknięcie się na świat, być może trwanie w swojej przeszłości, nie zrozumienie dla potrzeb domu i chęć ucieczki przed światem, całe powietrze schowane do piwnicy, zamknięte trochę poza obszarem uwagi, zapomniane no i schowane tam, gdzie nikt z zewnątrz tego nie zobaczy, schowane zazdrośnie w obawie przed tym, że mogłoby się zepsuć albo ktoś mógłby je zabrać.
Ale jednak wiele szczęścia, jednak się cieszysz i z tego domu wyciągnęłaś być może też dla siebie jakąś naukę, tak jak te zeschnięte listki i powietrze z piwnicy. Jednak był to dom uśmiechu, chociaż było w nim duszno i słabo i wspominasz go z niewątpliwym wzruszeniem.