niedziela, 30 stycznia 2011

Drzwi
Wycie ciemne
raczki, liczki tabzwiskiem brunumerki jasniene

i wyszczą
Klamnie

Schodukać
wzwyż uprawiać
skoniedal

w ejść
w yjść

Kolejne cia, szszte, puare, obojętne. Skoczenie ich nad jem ijany

Spotytwarze o oczonych pudeł
akkaka rusjla

Pby!
Wewywe lub nie jdź, jdź
jdź

Niezdewanie
obrzylizgłej
rawraca
kacje
racje
racje
gacje

i OTWÓRZ świ

Nie bój
Drzwi sągdy warte
resztą: BÓJ SIĘ
i pchnij kkoklamkę


***

Czy nie przesadziłem? Chyba przesadziłem. Taki zwyczajny gwałt o aspiracjach by skracać raczej, łączyć i przenosić. Taka trochę zabawa literkami. Co z tego powstało? Och, chyba potwór. Wybacz Iza, następnym razem będę bardziej ostrożny. W każdym razie tworzywo wciąż jest wrażliwe, czy można by ten tekst dalej przerabiać? Myślę że tak...

Drzwi czarne
wycieraczki ciemne
tabliczki z nazwiskiem brunatne i numerki nie jasne
gdzie Znaleźć te drzwi które trochę światła wpuszczą
i wypuszczą
nie szukać Klamki


szukać Schodów
uprawiać spacer wzwyż.
nie skok w dal

WEJŚCIA
WYJŚCIA


kolejne przejścia, szare, puste, obojętne. Zaskoczenie ich udziałem gdy je mijamy
Spotykamy twarze o oczach pudełkowych
jak ruska lalka
jesteś
więc cię nie ma


Próby!
Wejdź lub nie i wyjdź

a potem Wejdź

Niezdecydowanie
obrzydliwość chwili obślizgłej
która wraca
Modyfikacje
Numeracje
Aliteracje
Dywagacje

i OTWÓRZ światło.


Nie bój się
gdy Drzwi są otwarte
A zresztą: BÓJ SIĘ
i Popchnij lekko klamkę

Mam nadzieję Olaf, że się nie obrazisz, że zgwałciłam Twój tekst, jeśli masz ochotę, możesz ten tekst również przetworzyć

Komentarz do wiersza piętro niżej

Od razu trzeba powiedzieć, że wiersz, który Olaf zamieścił jako nasz wspólny jest w moim odczuciu bardziej jego wierszem. Było to tak: pomysł na zajęcia nie nachodził mnie i wtedy wpadły mi w oko prace Jacka Rykały (wszystkich zainteresowanych odsyłam pod ten adres: http://www.jacekrykala.com/malarstwogaleria_pl.htm) i wtedy już wiedziałam wokół czego moglibyśmy się poruszać na warsztatach i pierwsze ćwiczenie jakie mi zaświatało to rozmieszczenie na kartce w sposób przypadkowy (przynajmniej z założenia) różnych słów związanych z tematyką przejść, schodów, bram, wejść, bo wydało mi się, ze jest to w tym malarstwie dość charakterystyczne. Potem się okazało, że bawię się formą, czcionką, że właściwie tworzę utwór, ale Olaf dopisując swoje słowa i tworząc zdania - wersy zaskoczył mnie i mocno, ale to mocno "odskoczył" od tego, co ja chciałam powiedzieć.
Piszę celowo tutaj, a nie w komentarzach, żeby wszyscy wiedzieli, że wiersz ten jest twórczą odpowiedzią Olafa na moją inspirację, że jest rodzajem rozmowy między nami, ale takiej dziwnej, w której ja wypowiadam się pojedynczymi słowami, a Olaf przypieczętowuje ich znaczenie i przymyka mi usta. Ciekawe Olaf jakby to było gdyby ja teraz zabrała się za dorabianie ciągu dalszego do Twojego wiersza?

Owoce współpracy

Witam i serdecznie pozdrawiam wszystkich wiernych obserwatorów tegoż bloga! (prawdopodobnie jest ich dwoje) Historia wymaga od nas, aby przełamać regres który ostatnimi czasy zapanował na blogu, a który mógłby doprowadzić do całkowitego porzucenia tej idei. Na szczęście tutaj z pomocą przychodzi wiersz, który ostatnio razem z Izą napisaliśmy podczas zajęć. Izie oczywiście należą się tutaj największe względy oraz róże, gdyż to ona stworzyła kręgosłup tego utworu, jego prawdziwe ramy i ukryte w pustych polach przesłanie, ja jedynie puste pola zalałem odrobiną mojej fantazji. Tyle słowem wstępu, oto owoc współpracy:



Drzwi czarne, wycieraczki ciemne, tabliczki z nazwiskiem brunatne i numerki nie jasne
gdzie Znaleźć te drzwi które światła wpuszczą ?!
nie szukać Klamki


szukać Schody, ale gdy bez ruch, bo to nie spacer wzwyż.
ani skok w dal i nie WEJŚCIA
ale WYJŚCIA pragniemy!


kolejne przejścia, szare, puste, obojętne. Zaskoczenie ich udziałem gdy je mijamy


a my Próby!
Próby naszych ojców
Próby naszym życiem. Wejdź lub nie i wyjdź
a potem Wejdź


 i OTWÓRZ światło.


Nie bój się
gdy Drzwi są otwarte
bój się
i Popchnij lekko klamkę 


Iza Ochman oraz Olaf Józefoski

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Gdy paliło się getto...

Posty Opowiadanie Stefana Chwina pt. "Róża zbawienia". Starszy profesor, niezwykle ceniony za dorobek naukowy, całe życie oddany badaniom i analizom współczesnej literatury polskiej. Pewnego dnia nazwiska poetów i pisarzy zaczynają mu się dziwnie odklejać od imion, podczas wykładów opowiada kwieciście o Ferdydurke Czesława Gombrowicza, Traktacie moralnym Witolda Miłosza, Panu Cogito Zbigniewa Krynickiego. Studenci odczytują to jako żart, każdemu wypowiadanemu przez profesora zdaniu towarzyszy specyficzny chichot, który stosuje od lat, później jest podejrzewany o zmęczenie, wreszcie uczelnia wysyła go na długi, długi urlop. Tam, siedząc w swoim opustoszałym gabinecie, jest przekonany, że ostro pracuje, że pisze rozprawy o Herbercie. Tymczasem całe dnie przepływają na niczym. Czyta książki do góry nogami, zamiast układać zdania, kreśli w notatniku przeciągnięte w nieskończoność linie. Jeszcze jest zapraszany na uroczystości wręczania nagród literackich, odświętnie ubrany pełni godności i składa gratulacje. Ale kiedy po długim i mądrym przemówieniu zamiast wywołać nazwisko zwycięscy poratowuje (cyt. jak wyżej) się swoim chichotem, zostaje brutalnie wycięty z życia uczelnianego i jakiegokolwiek. Przeniesiono go do hospicjum, gdzie raz odwiedzony przez córkę, staje się przyczyną jej zdezorientowania, zawiedzenia, bo nie potrafiąc jasno odpowiadać na pytania eleganckiej kobiety, jest przez nią postrzegany jako zagrożenie, jako niejasny porządek, zakłócenie normalności, kobieta reaguje na chorobę lekko histerycznie i pragnie swoim zachowaniem przywrócić ojca "do porządku". Nic jej nie można zarzucić, z pozoru kocha tego człowieka i tak bardzo martwi się jego nieszczęściem. W hospicjum raczej już się nie pojawi, za to mężczyną opiekują się dwie kobiety, które wykonują swoją pracę na 5, żadnego przepychania, obleg itp. Chory jest w ich rękach nic nie wiedzącą, nie czującą maszyną, z którą trzeba się obejść nienagannie, ale przecież nie jak z kimś, kto żyje i czuje. Mówią do niego "niech wejdzie, niech zje..."itp. Ksiądz przychodzący co rano z hostią podaje szczegółowy instruktaż jak opłatek wziąć w usta, co z nim zrobić dalej, nie wspomina o znaczeniu tego, co się dzieje, choć przecież musi wiedzieć, że człowiekowi którego ma przed sobą właśnie znaczenia uleciały z głowy. W tej sytuacji tylko potwory żyją jeszcze i odwiedzają staruszka, rozmawiają z nim prawdziwie, np. jakiś studenciak, który przepytuje go z tabliczki mnożenia pod groźbą, że jak nie odpowie, to nie zostanie wpuszczony do nieba, tylko wysłany do komory gazowej. Powtarza jak nauczyciel uczniowi w szkole, że ma się skupić, że jest czołowym intelektualistom polskim i że patrzy na niego cała Europa, wymachuje mu przed oczami jego dyplomem doktorskim z podpisem samego Ingardena, grzmi, że nie może zawieść, że musi dać przykład całemu narodowi. Jak kamienie na beton padają na starego pytania: gdzie i kiedy urodził się Adam Mickiewicz? Kto i jakim piórem napisał Lalkę? Co to są fundusze unijne? Jaka jest idea przewodnia Króla Ducha? Kim był Czesław Miłosz? Nie ma ani chwili na zastanowienie, w ruch idzie drewniana linijka "aż zimne igiełki bólu przeskakują pod paznokciami"("Pod dobrą gwiazdą. Opowiadania", Wyd. Znak, Kraków 2009 ). Zły duch przypomina profesorowi wszystkie te wykłady do których był nieprzygotowany, nie pamiętał nazwisk, nie miał pojęcia o czym piszą prace jego doktoranci. a następnie pada pytanie: "Co powie na to twoja biedna matka i Jan Paweł II, którego dłoń uścisnąłeś osobiście w obecności samego prymasa Polski?" (cyt. jak wyżej)

Niewątpliwie, co zresztą bardzo pięknie podpowiada nam opowiadanie, dusza (bogata i wypielęgnowana, dzika jak ogród botaniczny, nieugrutowana, utreściowiona, rozległa, acz zaczepiona o Boga) mogłaby uratować życie tego człowieka, które niszczone konsekwentnie przez siły zewnętrzne jest jednak najbardziej degradowane od środka i to nie przez chorobę psychiczną, zaburzenia pamięci, ale przez brak jakiegokolwiek życia duchowego, przez lęk i wizje z przeszłości upiornie zmiksowane i w tym kształcie niestety nad wyraz prawdziwe.

"Ze wszystkiego, co powinna pamiętać, dusza pamięta tylko słowa księdza Worochowskiego, katechety z kościoła Świętego Krzyża, który w roku 1943, gdy paliło się getto, krzyczał z barokowej ambony, że wszyscy chłopcy, którzy nieprzystojnie bawią się sobą pod kołdrą, trafią do rozżarzonego krematorium piekła"(cyt. jak wyżej)

Iza Ochman