niedziela, 30 stycznia 2011

Drzwi
Wycie ciemne
raczki, liczki tabzwiskiem brunumerki jasniene

i wyszczą
Klamnie

Schodukać
wzwyż uprawiać
skoniedal

w ejść
w yjść

Kolejne cia, szszte, puare, obojętne. Skoczenie ich nad jem ijany

Spotytwarze o oczonych pudeł
akkaka rusjla

Pby!
Wewywe lub nie jdź, jdź
jdź

Niezdewanie
obrzylizgłej
rawraca
kacje
racje
racje
gacje

i OTWÓRZ świ

Nie bój
Drzwi sągdy warte
resztą: BÓJ SIĘ
i pchnij kkoklamkę


***

Czy nie przesadziłem? Chyba przesadziłem. Taki zwyczajny gwałt o aspiracjach by skracać raczej, łączyć i przenosić. Taka trochę zabawa literkami. Co z tego powstało? Och, chyba potwór. Wybacz Iza, następnym razem będę bardziej ostrożny. W każdym razie tworzywo wciąż jest wrażliwe, czy można by ten tekst dalej przerabiać? Myślę że tak...

1 komentarz:

  1. Krótko mówiąc fajowe, bijesz Białoszewskiego, szkoda, że On był pierwszy, ale to nic nie szkodzi w zasadzie. Taki świat zbudowałeś, który potrząsa czytelnikiem.

    OdpowiedzUsuń