wtorek, 28 czerwca 2011

Kwadrat i dziura

Patrzą na mnie czarne kwadraty
klawiszy

Potem zapadam się w czerwony kwadrat łóżka
Okna mojego domu lśnią co rano jak jasne kwadraty ze szkła
Choć przecież wiem, że nie pod taką osłoną mama chowała cukierki
Tamta była kryształowa
różnicą jest nieprzejrzystość
ale co w takim razie rzec o materacu
przecież nie mogę przez niego spojrzeć
no chyba że wydrążę dziurę
ale żeby przez nią przejść
trzeba być duszkiem Kacprem albo Chrystusem
Mój mąż mnie zawsze poprawia, że Chrystus nie przechodził przez żadne dziury, dziurki od klucza
a ja wierzę, że Bóg wybierze miejsce wybrakowane
że tam gdzie jest wszystkiego pełno nie potrzeba już Boga
niestety tak jest z materacem
nie posiada póki co ubytków
stąd właściwie w łóżku sił nadprzyrodzonych nie wzywamy
choć czasem mam wrażenie że one po prostu są wszędzie
w wyrównanej ilości
nie w tak nadprogramowej jak wtedy, kiedy Chrystus (mimo drzwi zamkniętych, a nie przez żadną dziurkę od klucza) wszedł, by przekonywać niewiernego Tomasza o swoim istnieniu

Przez okna spoglądam na obszerny placyk i jeżdżące po nim samochody dostawcze
okno to nie tylko oko, ale i brak
brak w murze domu
czyli dziura

Słyszy się czasem, ostatnio coraz rzadziej (bo wszyscy szukają)
o szukaniu dziury w całym

ale ja nie szukam
a znajduję

Nawet między klawiszami jest mnóstwo wolnej przestrzeni
choć wydawałoby się, że tak gęsto pokrywają klawiaturę
kiedy do mnie mówisz
napychasz powietrze strzelającymi balonami słów
ale nie widzisz tego że w szczelinach
siedzą zamyślone cząsteczki ciszy
na przykład w szczelinie Twoich niedomkniętych ust
zresztą one zawsze są niedomknięte
jak te drzwi, przez które przeszedł Bóg
choć upiera się ewangelista i powtarza dwa razy, że były zamknięte
ale co znaczy zamknąć i otworzyć
przecież wszystko jest poniekąd otwarte, poniekąd zamknięte.
Nawet kwadrat choć ramionami nieprzychylny
pozwala ci wpisać w niego koło
albo serce
albo drzwi
albo nic nie wpisywać


Iza Ochman

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Wiersz pt. studnia Arkadiusza Kwaczka

Jakiś czas temu postanowiłem się wybrać na wieczór poetycki Karola Samsela, który zaprezentował razem z zespołem Kalimba swój nowy tom poetycki zatytułowany "Dormitoria". Był to piękny wieczór, a ja wyniosłem z niego dużo wiedzy i mnóstwo pomysłów, z których powstał poniższy wiersz. Jest on pewnego rodzaju odpowiedzią na wiersze Karola z jego "Dormitoriów". Stąd też to jemu dedykuję ten wiersz.

studnia

Karolowi Samselowi

jak głęboka jest twoja wiara? moja sięga od języka
aż do krzyża - tak głęboko, że nie usłyszałbyś
jak kamień odbija się od kości i zalega w brzuchu

nic niewarte jest jego milczenie. został wrzucony
do studni, aby oswoiła go ciemność. już nikt
nie spyta komu służył ani jaką miał siłę sprawczą

więc jest kamieniem wierzących - tak jakby wskrzeszał
ogień i sprowadzał deszcz. nie boję się erozji
poproszę o wstawiennictwo Świętego Floriana

niech uchroni od pożarów i wymodli brzegi niezagrożone
oceanicznymi falami. osiądę tam i zasadzę las z drzew cyprysowych
wybuduję skrzynię, która posłuży za Arkę albo za trumnę

czwartek, 16 czerwca 2011

Paul Gauguin ma zaszczyt zaprosić państwa...


Obraz który widzisz to "manao tupapau" czyli "Duch zmarłych czuwa" autorstwa Paula Gauguina (źródło: http://fineartamerica.com), jednego z najwybitniejszych malarzy który odegrał znaczącą rolę w kształtowaniu się współczesnego malarstwa. Tyle o nim. Szukając inspiracji w tym obrazie napisałem na ostatnich zajęciach pewien dialog liryczny. Gauguin w jednym ze swoich listów zwracał uwagę na strach czy też obawę która czai się w oczach dziewczyny leżącej na łóżku, jakimś motorem tego uczucia ma być owy "duch zmarłych" który czuwa w nogach łóżka. Ja inaczej odczytałem strach w oczach młodej dziewczyny i stąd powstał ten utwór:



***

- Jestem sama, ale czuję Twój oddech więc jesteś, choć przecież oboje wiemy, że Cię nie ma
- Jestem.
-Boję się ciepła i zimna, które czai się pod moją skórą. Okropne jest ciepło i zimno pod skórą mężczyzny który jest obok
- Jest.
- Robak, który nas toczy jest w naszym oddechu i pozwala nam oddychać. Ciemna noc pełnego księżyca prowadzi nas za rękę do łóżka aby, jak nasi ojcowie i matki, oddać ofiarę. Inaczej wszyscy zginiemy. Boję się
- Zginiemy.
- Zamknę oczy, zacisnę usta, nie pozwolę żeby w moim ciele została najmniejsza szczelina, najmniejsza lukę muszę zalepić pszczelim kitem, żebyś nie odnalazł mnie słabej. On tu jest
- Wiem.
- Jesteśmy ofiarami. Biała pościel nie ukryje czerni zmysłów, nie oszukasz blasku oczu światłem świecy, krwi nie zalejesz tuszem ani farbą aby zastygła cicha i spokojna, silne ręce nie przestaną Ci drgać gdy oprzesz na nich swe ciało, nie oszukasz mnie
- Cicho.
- Odejdź, nie chcę Cię, ale zatrzymaj się i stój, weź mnie w ramiona, weź mnie ale beze mnie, może odejdź, lepiej odejdź, i tylko nie zostawiaj mnie samej
- To koniec.

niedziela, 12 czerwca 2011

Moje małe rozdrobnienie feudalne

Wiersz który jest plonem najświeższych zajęć. Co prawda ostatnio na zajęciach urodziły się dwa utwory, ale ten drugi zachowuję na deser. Więc teraz tylko to. Nic więcej nie zdradzam żeby nie popsuć zabawy.

***

Autoportret autora

I pam pam, puk puk

Ti Ti, ta Ti, ta

Przysięgam

Ło Matko Boska

Śledziona jest obok mostka

A może przebywa w stopie

Może razem ze stopą kopie

Serce, biedne, spocone śmierdzi

Tuż przy kolanie swędzi

Ciągle je drapię i drapię

Drapię jak potrafię

Drapię aż przyłapię

Swoje dłonie na gorącym uczynku

Nie wiem gdzie są

W zakamarkach pleców

Czy zawędrowały z próżnego wysiłku

Do Pachy Jamy

Ja sam, Ja Pcham, Ja Wam

Bez Mamy Psa i Taty

Rozebrany