To było wielkie pudło. Czasami wydawało mi się, że ścieśnia w sobie, zgina, międli, składa w harmonijkę cały świat – gnieciony jak kulka z czarno - białej gazety, którą babcia wypchała sobie zimowy trzewik, albo złożony równiutko jak spodnie z garnituru. Za każdym razem, kiedy moje myśli biegły w tę stronę, musiałam je spychać siłą swej woli na inny tor. Oczywistą bzdurą i kompletną iluzją było to, jakoby w pudle mieścił się świat, ono tylko zamykało w sobie obszar mojego pokoju. Było tak skonstruowane, że okalało ściany i okna od wewnątrz, przy czym w żadnym punkcie nie stykało się z nimi. Kiedy wieczorami wracałam do domu, okrutnie raniła mnie myśl, że oto kolejny raz przyjdzie mi zasnąć w szczelnie zapiętym pudle. Zaraz po przekroczeniu progu pokoju, zapinałam olbrzymi zamek błyskawiczny, wyciągając się na krześle w każdą ze stron. Po chwili wszystkie ściany tego sześcianu, w którym tkwiłam, były gotowe.
Wzięłam stół i postawiłam go tak, że blatem przytulał podłogę, a niezwykle symetrycznymi nogami wbijał się w powietrze. Powiedziałam: „dziś będziesz placem z czterema kolumnami”. Stanęłam pośrodku tego opustoszałego, placu, poczułam się wyższa od najwyższych, poczułam, że jestem, choć nikogo nie ma, doświadczyłam totalnej wolności, a przecież czułam granice, wyznaczane przez cztery równiutkie brzegi i kąty proste, a w każdym zobaczyłam anioła o szacie tak prostej jak graniastosłup, jakby dobry Bóg włożył je w sukienki geometrii, by opiewać prostotę niedekoracyjnej prawdy o przejrzystym, popisowym numerze, który trwa nieraz kilkadziesiąt lat. Mój się właśnie zaczynał. Nie mogę opowiedzieć, na czym dokładnie polegał, bo przysięgłam pamiętać, a pamięć gubi się w słowach, w fabule. Życie jako opowiadanie staje się fikcją, odpływa, odkleja się od nas, autorów. Myślę, że trzeba je łapać, czuć pod stopami, pod sukienką, w bieliźnie. „Pod żadnym pozorem nie wolno Ci opowiadać” - zdawały się mówić do mnie zaczarowane anioły w kształcie wielgaśnych zapałek, bo jeśli zaczniesz to robić, przestaniesz czuć, przestaniesz żyć, staniesz się opowieścią o sobie, nie natomiast sobą.
Kiedy jedną nogą byłam już poza tym placem – wywróconym stołem, roześmiałam się i pomyślałam, że pudło, w którym pomieszkuję, które zajęło ten pokój wraz ze mną, jest tak naprawdę namiotem, daje schronienie, tak jak dawało na łonie natury. Zrozumiałam, że już go nie potrzebuję, mam swoje cztery ściany. Nazajutrz podzieliłam się z pudłem moimi spostrzeżeniami, ale ono tylko zmarszczyło swoje napięte dotąd ciało i powiedziało: „najgorzej jest znaleźć się w sytuacji pod ścianą, kiedy powiedziało się tak dużo słów, że każda następna ich kombinacja jest podobna do poprzedniej."
IzA oChmaN