wtorek, 29 listopada 2011

Jesienna podróż przez miasto


Moi Drodzy!

Od dawna zamierzałam już wprowadzić element czysto plastyczny do naszego bloga. Dziś publikuję jedną z bardzo nastrojowych i refleksyjnych prac Olafa Józefoskiego. Poszczególne jej fragmenty przywodzą mi na myśl podróż autobusem w ciemny, zimny, jesienny dzień, kiedy światło i ciepło jest tylko w nas samych, nie ma go na ulicach pomimo świecących ostro latarni i wielkich plansz bilbordów reklamowych.
Mam też propozycję dla wszystkich odwiedzających tego bloga: napiszcie coś na temat pracy Olafa, którą zamieszczam w tym poście. Może to być jednozdaniowa refleksja, wiersz, opowiadanie, dramat, esej, możecie też kogoś zacytować, lub wreszcie możecie zamieścić jakiś inny obraz, który będzie Waszym zdaniem świetnym kontekstem do tego co zrobił Olaf (bakteriezk@gmail.com)

Czemu piszę?

Kusiło mnie, żeby mój post zatytułować bardziej ogólnie, mniej podmiotowo, najlepiej żeby w ogóle usunąć się z widoku za jakimś "Czemu się pisze?" albo "Po co literatura?". Poprzez taki obiektywnie i poważnie brzmiący tytuł mógłbym odsunąć na bok wyrzuty sumienia które będą mnie dręczyły że piszę o sobie, że siebie zdradzam i przyznaje się całkiem poważnie do egocentryzmu. Mimo wszystko zdecydowałem się przyznać że piszę właśnie o sobie samym. Tutaj zaraz śpieszę z wytłumaczeniem, nie o to mi chodzi żeby moja perspektywa była szczególna albo uprzywilejowana, ale wydaje mi się że szukanie odpowiedzi na takie pytanie, w ogóle na większość pytań o sztukę, inaczej niż w sposób subiektywny byłoby pewnym przekłamaniem i podstępną próbą zaszczepienia własnej opinii jako z natury słusznej. Cechą więc podejścia osoby ciekawej i otwartej musi być subiektywizm, bo tylko on zakłada możliwość pomyłki. Nie ma zresztą chyba nic bardziej subiektywnego niż poznanie i uczucia, a te dwie cechy są podstawowymi czynnikami składającymi się na literaturę, czy też w ogóle na jakąkolwiek twórczość, i jej odbiór. Odpowiedź na nawet tak postawione pytanie nie jest dla mnie zresztą wcale oczywistą i są to wciąż jedynie hipotezy gdyż podejrzliwie podchodzę do moich uczuć i nie wierzę w możliwość pełnego poznania choćby samego siebie.
A więc czym jest dla mnie pisanie? Myślę, że swego rodzaju ucieczką, ale też buntem wobec istniejącego i realnego świata i jego porządku. W każdym popełnionym rysunku albo tekście doszukuję się nie tyle obrazu świata ile jego alternatywy, stąd też pewnie moje szczególne uwielbienie dla fantastyki i groteski. W opowiadaniu czy wierszu mogę się schować spokojny o to czy przypadkowe zrządzenie losu pokrzyżuje moje plany. Tam, w świecie fantazji, nabieram pewności i w tym szczególnym miejscu zaczynam lepiej rozumieć siebie i świat (także ten realny). Pisząc, nie raz sam siebie zaskakuję i odkrywam przed sobą pewne pomysły i rozwiązania w taki sposób, jakby ktoś inny mi je powiedział. Poza tym jest to też swego rodzaju "zemsta ręki śmiertelnej" jak pisała Szymborska w wierszu "Radość pisania", a śmierć jest właśnie jednym z tych podstawowych reguł świata rzeczywistego z którą ciężko mi się pogodzić.

wtorek, 15 listopada 2011

Pudło

To było wielkie pudło. Czasami wydawało mi się, że ścieśnia w sobie, zgina, międli, składa w harmonijkę cały świat – gnieciony jak kulka z czarno - białej gazety, którą babcia wypchała sobie zimowy trzewik, albo złożony równiutko jak spodnie z garnituru. Za każdym razem, kiedy moje myśli biegły w tę stronę, musiałam je spychać siłą swej woli na inny tor. Oczywistą bzdurą i kompletną iluzją było to, jakoby w pudle mieścił się świat, ono tylko zamykało w sobie obszar mojego pokoju. Było tak skonstruowane, że okalało ściany i okna od wewnątrz, przy czym w żadnym punkcie nie stykało się z nimi. Kiedy wieczorami wracałam do domu, okrutnie raniła mnie myśl, że oto kolejny raz przyjdzie mi zasnąć w szczelnie zapiętym pudle. Zaraz po przekroczeniu progu pokoju, zapinałam olbrzymi zamek błyskawiczny, wyciągając się na krześle w każdą ze stron. Po chwili wszystkie ściany tego sześcianu, w którym tkwiłam, były gotowe.

Wzięłam stół i postawiłam go tak, że blatem przytulał podłogę, a niezwykle symetrycznymi nogami wbijał się w powietrze. Powiedziałam: „dziś będziesz placem z czterema kolumnami”. Stanęłam pośrodku tego opustoszałego, placu, poczułam się wyższa od najwyższych, poczułam, że jestem, choć nikogo nie ma, doświadczyłam totalnej wolności, a przecież czułam granice, wyznaczane przez cztery równiutkie brzegi i kąty proste, a w każdym zobaczyłam anioła o szacie tak prostej jak graniastosłup, jakby dobry Bóg włożył je w sukienki geometrii, by opiewać prostotę niedekoracyjnej prawdy o przejrzystym, popisowym numerze, który trwa nieraz kilkadziesiąt lat. Mój się właśnie zaczynał. Nie mogę opowiedzieć, na czym dokładnie polegał, bo przysięgłam pamiętać, a pamięć gubi się w słowach, w fabule. Życie jako opowiadanie staje się fikcją, odpływa, odkleja się od nas, autorów. Myślę, że trzeba je łapać, czuć pod stopami, pod sukienką, w bieliźnie. „Pod żadnym pozorem nie wolno Ci opowiadać” - zdawały się mówić do mnie zaczarowane anioły w kształcie wielgaśnych zapałek, bo jeśli zaczniesz to robić, przestaniesz czuć, przestaniesz żyć, staniesz się opowieścią o sobie, nie natomiast sobą.

Kiedy jedną nogą byłam już poza tym placem – wywróconym stołem, roześmiałam się i pomyślałam, że pudło, w którym pomieszkuję, które zajęło ten pokój wraz ze mną, jest tak naprawdę namiotem, daje schronienie, tak jak dawało na łonie natury. Zrozumiałam, że już go nie potrzebuję, mam swoje cztery ściany. Nazajutrz podzieliłam się z pudłem moimi spostrzeżeniami, ale ono tylko zmarszczyło swoje napięte dotąd ciało i powiedziało: „najgorzej jest znaleźć się w sytuacji pod ścianą, kiedy powiedziało się tak dużo słów, że każda następna ich kombinacja jest podobna do poprzedniej."

IzA oChmaN

sobota, 5 listopada 2011

Historyczne spotkanie 4 listopada i jego owoce

W tym poście zapraszam wszystkich do zamieszczenia swoich dzieł powstałych w zeszły piątek.

***

Bądź

Idę przez miasto
Przechodzę przez las
Opuszczam czas, mijam wsie
Nie ma mnie

Gdy gotuję, gdy patrzę
Wtedy kiedy się uczę
Oraz gdy pracuję
Kiedy często śpię
brakuje mi siebie
w rosole, w spojrzeniu
w nauce, w kieszeniach
w stole, we wspomnieniach
w szarej tekturze
i w erotycznym śnie
nie ma mnie.

Olaf Józefoski

***

ŁaBądź

zamarza w zimie. To akurat widziałem.
A co z bocianami?

Tu

Operator Nabla

***

Odnajdź

Metalowy Prostokącie
odnajdź dowolność
możesz zbliżyć się do siebie brzegami
Zmierzyć linijką zamyślenie
Lecz ty ciągle nie potrafisz
wypaść ze swej formy
i biec przez ogród kształtów
porwać okrąg do tańca
i stać się na moment okręgiem

Iza oChmaN

***

Odnajdź

odnajdź stróża w tym pokoju
na czarnym tle
z wytrzeszczonymi, żółtymi zębami
co zaraz kogoś zje

Agnieszka Kilisz - Gruszka