czwartek, 29 września 2011

Zjeżdżalnia

To była strasznie śliska zjeżdżalnia. Taka z której absolutnie nie można się rozmyslić, kiedy już zrobiło się ruch. Nie sposób zaprzecieć się na niej rękami, zahamować postawą ciała, cóż dopiero krzykiem. Podnosiła głowę, patrzyła w dół na niekończące się lodowe, wyślizgane chyba przez samego diabła pasmo zjeżdżalni. Miała wrażenie, że z każdą sekundą pędzi coraz szybciej i szybciej, ale jednocześnie w każdym punkcie drogi towarzyszyło jej wrażenie, że sunie z tak zawrotną prędkością, że potem może być tylko wolniej. Z czasem zaczęła tylko marzyć by wreszcie zderzyć się z ziemią i rozpaść na tysiące małych kryształków. Czas tej specyficznej podróży był na tyle długi, że zdążyła stać się jednym ciałem z lodową pokrywą. Spływała z olbrzymiej szklanej góry jak rzeka, jak mega wartki potok, jednak było w niej coraz mniej życia, stawała się lodową kukłą, lalką z mrozowej porcelany. Jeszcze kilka razy przez głowę przemknęła jej myśl jak ludzie mogą lubić te wszystkie roller castery i inne dostarczacze wrażeń w wesołym miasteczku. Sama też kiedyś je lubiała. Jeśli mogłaby teraz krzyknąć, jej słowa ułożyłyby się w takie albo bardzo podobne zdanie: Czy jesteś pewien że twoja podróż dobiegnie końca?

iZa ochmaN

poniedziałek, 26 września 2011

Mówisz do mnie wzorem
że już się nie kochamy
wzór powleka cztery płaskie ściany
falowane pasma schodzą się niedbale
szale w szafie śpią

To kara
oklejam taśmą ściany
nie chcę słyszeć jak mówią
ściszonym głosem
telewizorowo

Otwierasz lampę
z klosza, prosto w twoją twarz
uderza mucha
ocierasz policzek rękawem koszuli
przeklinasz pod nosem
prawie niesłyszalnie

Pozapalane okna komunikują się
między sobą
jak znicze z sąsiednich grobów

Żyjemy jak na linie
tylko wciąż nam się wydaje, że wokół jest mnóstwo przestrzeni