To była strasznie śliska zjeżdżalnia. Taka z której absolutnie nie można się rozmyslić, kiedy już zrobiło się ruch. Nie sposób zaprzecieć się na niej rękami, zahamować postawą ciała, cóż dopiero krzykiem. Podnosiła głowę, patrzyła w dół na niekończące się lodowe, wyślizgane chyba przez samego diabła pasmo zjeżdżalni. Miała wrażenie, że z każdą sekundą pędzi coraz szybciej i szybciej, ale jednocześnie w każdym punkcie drogi towarzyszyło jej wrażenie, że sunie z tak zawrotną prędkością, że potem może być tylko wolniej. Z czasem zaczęła tylko marzyć by wreszcie zderzyć się z ziemią i rozpaść na tysiące małych kryształków. Czas tej specyficznej podróży był na tyle długi, że zdążyła stać się jednym ciałem z lodową pokrywą. Spływała z olbrzymiej szklanej góry jak rzeka, jak mega wartki potok, jednak było w niej coraz mniej życia, stawała się lodową kukłą, lalką z mrozowej porcelany. Jeszcze kilka razy przez głowę przemknęła jej myśl jak ludzie mogą lubić te wszystkie roller castery i inne dostarczacze wrażeń w wesołym miasteczku. Sama też kiedyś je lubiała. Jeśli mogłaby teraz krzyknąć, jej słowa ułożyłyby się w takie albo bardzo podobne zdanie: Czy jesteś pewien że twoja podróż dobiegnie końca?
iZa ochmaN
Podoba mi się to Iza. Krótkie, ale treściwe, lapidarne. Nie będę się tutaj wgłębiał w jakąś szczegółową analizę, ale na pewno ten Twój krótki utwór przemawia do czytelnika jakimś hasłem, sensem które bezwiednie zapisuje się w pamięci i odnajduje wspólny rytm z sercem.
OdpowiedzUsuń