poniedziałek, 3 października 2011

Zaglądać do okien ludziom mieszkającym na parterze – to dopiero zabawa. Kiedy się idzie ciemną ulicą, a w kuchniach palą się światła, w pokojach telewizory, w przedsionkach dogorywające światło żarówki znów faluje tą samą złowróżebną smugą na nierównym, powleczonym białą (a w tym świetle szarą) farbą. Można zapragnąć mieszkać. On, choć miał swoje M4 na szóstym piętrze świeżo odmalowanego wieżowca stojącego tuż przy drodze ekspresowej, nigdy w nim nie mieszkał. Pamięta gładkie dłonie żony pooblepiane chropawo masą ciasta, tajemniczy cichy płacz córki, którą zostawił któryś z kolei chłopak, pamięta łazienkę zawsze pachnącą szyszkami i dźwięk telefonu niosący się przez pokoje radosnym, ptasim świergotem. Jest przekonany, że aby w jakimś miejscu nocować i zjadać łakomie napuchnięte trójkąty babki z śliwkami nie trzeba wcale być mieszkańcem tego miejsca. On mieszkał głównie w swoich marzeniach. A marzył między innymi o tym, by któregoś zimowego ranka obudzić się ptakiem i odlecieć stąd do ciepłych krajów.

Iza oChmaN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz