niedziela, 10 lutego 2013

Fragment znaleziony w dziupli

Znalazłem to w dziupli ulicznej latarni. Było spisane na pożółkłej kartce papieru niebieskim atramentem. Kartka była w kratkę, złożona na trzy razy. Wydaje mi się, że jest to fragment jakiejś dłuższej opowieści, niestety w latarni było tylko to i nic więcej, poza odrobiną brudu i papierkiem po cukierku. Zastanawiam się czy autor jeszcze żyje.

Podkreślenie znajdujące się w tekście nie jest moim wtrętem, takie samo znajduje się w oryginale który starałem się jak najwierniej przepisać.

***

... W końcu, pokonując jakieś śmietnisko, potykając się o porzucony gruz znaleźliśmy kawałek starego płotu, porzucony zygzak czasu, zapomniany nawet przez pracowitych złomiarzy. Kręciliśmy się jeszcze dookoła, patrzeliśmy na siebie i na swoje ręce. Wstrzymywaliśmy oddech gdy przechodziliśmy obok płotu. Ja nazbierałem jeżyn, on poszedł się odlać. Potem doszliśmy na jakieś przedmieścia, długo przemierzaliśmy archipelag jednorodzinnych domów, pustych ulic z pojedynczymi latarniami zanim trafiliśmy wreszcie na znajomą drogę. Wydaje mi się, że coś wtedy widziałem, co umknęło nawet mojemu towarzyszowi. Co wtedy widziałem nie jestem pewny, mogło to być jakieś ucho, jakiś koncek, naderwany liść tapety. Jakiś rodzaj obecności. Trwało to zaledwie ułamek sekundy, nieuchwytny moment, jednak zasiało we mnie szczególny niepokój.
Teraz,  gdy siedzę sam w pokoju, czasem mi się zdarza po prostu siedzieć. Wtedy czuję jak z prostych linii i gładkich powierzchni wylewa się nierzeczywistość. Ze zgodnych barw i czystych płyt paruje na cały pokój i wypełnia gąbczastym powietrzem moje usta. Całe moje ciało wypełniają spokojne i niespokojne wydarzenia, które już miały miejsce i te, które dopiero mnie czekają. Czuję jak we mnie łączy się początek czasu, obiekcje, plany, kompleksy, starania, poświęcenia, oszustwa, z końcem czasu. Rozumiem wtedy że chyba nie żyję. I że do końca nie wiem, nie jestem pewny. Właściwie mógłbym umrzeć, a to że żyję nie czyni mnie niczym wyjątkowym. No i zadaję sobie pytanie, kto na prawdę wierzy że ja żyję? Lampa dziadka wydaje się nie mieć co do tego wątpliwości. To chyba dlatego że dużo mi zawdzięcza, beze mnie wylądowałaby najpewniej na śmietniku z całym swoim brudem, niedoskonałością i niepraktycznością. Sufit, w którym wybiłem kiedyś dziurę korkiem od szampana, również coś wie na mój temat. Zaschnięta róża musiała coś słyszeć o tym jak z moim tatą wsadziliśmy ją w książkę telefoniczną żeby ją lepiej zakonserwować. Stąd, nie może ona wątpić o tym, że jestem. Pewne pojęcie o mnie mają wypisane podkreślacze. Także koszyk wiklinowy niewiadomego przeznaczenia również za mną świadczy, co prawda nie wpłynąłem na niego dostrzegalnie i bezpośrednio, ale jego doświadczenia wypływają z naszej wspólnej przygody. O ile nie krewnym, to na pewno jest moim powinowatym. To są wszystko części mnie, wesołe i żywe. One mi szepczą do ucha że jestem. Tylko że ich skrajny subiektywizm nie pozwala mi się do końca z nimi zgodzić. Poza tym, one same nie wiedzą, czy istnieją dlatego że są potrzebne,  wyłącznie jako funkcje, czy może egzystują ze względu na własną, nieodłączną ich istocie jakość. Dlatego nie są one tak całkiem zakorzenione w tej rzeczywistości, która tak samo dla nich jak dla mnie  jest tylko domysłem, pewnym teoretycznym konstruktem.
Dlatego, gdy widzę że realność zaczyna pruć się na szwach, kiedy spod glazury myśli prześwituje metal myśli, wtedy zaczynam szukać świadków tego wszystkiego, którzy ze swojej niezależnej perspektywy pomogą mi nastroić swój kompas. Wtedy pojawia się myśl o polowaniu. Nie znaczy to, że za każdym razem w takiej sytuacji udaję się na polowanie, tak na prawdę robię to bardo rzadko, zwykle tylko zamykam oczy albo odwracam wzrok. Polowanie nie jest też lekarstwem na nierzeczywistość, poza krótkimi chwilami szczególnej hierofanii, świat nie staje się bardziej prawdziwy. Ale te krótkie chwile dają nadzieję że jest pewien sens, którego nikt nie zna, prawda, o której nikt nie wie, i to jest już bardzo dużo. ...

1 komentarz:

  1. Jestem ciekawa co to za "polowanie", o ktorym autor wspomina pod koniec- na co? Na sens w życiu? Na celowość egzystencji?
    Bardzo ciekawa myśl: co świadczy o tym, że żyję? Na ile mogę wierzyć jedynie swoim zmysłom i świadomości, jako czmuś (?) realnemu? Zastanawiające, że na świadków swojej egzystencji bohater powoduje jedynie przedmioty nieożywione...czy tylko im ufa, czy Tylko one istnieją dla niego naprawdę? Czy "tata" jest niewiarygodny ze wzgledu na własne urojenia? Dobre- skłania do refleksji.:)

    OdpowiedzUsuń