Agata
"Mistrzowie zen powiadają, iż nie można zobaczyć swojego odbicia w płynącej wodzie, tylko w stojącej."
Kiedyś, wiele lat temu, odbyłam z polecenia Mistrza daleką podróż na zachód, aby dostarczyć tam jego cenne rękopisy. Mimo, iż byłam pełna obaw, zgodziłam się bez słowa, ufając w jego wielką mądrość. Dotarłam na lotnisko gdy było jeszcze zupełnie ciemno, a wschód słońca oglądałam będąc sama wysoko na niebie. Zaskoczyło mnie, że prawie w ogóle nie czułam strachu. Jakby wreszcie udało mi się osiągnąć coś, do czego od dawna dążyłam. Byłam tak daleko od ziemi! Wszystko wyglądało dokładnie tak jak na mapach. Kto by przypuszczał? No i nie było widać ludzi, ani zwierząt... To takie dziwne. Wydawałoby się, że jest ich tak dużo.
Gdy doleciałam na miejsce, moje obawy wróciły ze zdwojoną siłą. Poczułam się bardzo zagubiona wśród tłumu spieszących w różne strony ludzi z walizkami. Śmiali się, płakali, żegnali i witali - wszystko w jakichś dziwnych, do niczego nie podobnych językach. Nagle poczułam, że ktoś dotyka mojego ramienia i usłyszałam swoje nazwisko. Odwróciłam się gwałtownie. Przede mną stał mężczyzna w bliżej nieokreślonym wieku i o równie nieokreślonych rysach twarzy. Podobnie jak tysiące jemu podobnych, mógł mieć dwadzieścia pięć, albo i trzydzieści pięć lat; był gładko ogolony, nosił standardowe prostokątne okulary i elegancki, choć zupełnie pozbawiony oryginalności płaszcz. Z uprzejmym uśmiechem przedstawił się po angielsku i wyciągnął rękę w moją stronę. Przez ułamek sekundy zawahałam się, ale zaraz uścisnęłam jego dłoń, tak jak mnie uczono. Następnie zostałam zawieziona do ogromnego, wielopiętrowego budynku, w którym mieścił się hotel. Mężczyzna poinformował mnie jeszcze, że przyjedzie po mnie o osiemnastej, aby zawieźć mnie na spotkanie z jego szefem, po czym odjechał, nie przestając się uprzejmie uśmiechać. Wyczerpana taką ilością nowych wrażeń położyłam się na szerokim łóżku w moim apartamencie i natychmiast zasnęłam.
Na całe szczęście obudziłam się przed osiemnastą. Zdążyłam jeszcze szybko wziąć prysznic i przebrać się, gdy usłyszałam stukanie do drzwi. Chwyciłam przygotowaną teczkę z rękopisami. Byłam podekscytowana. Człowiek, któremu zależało na sprowadzeniu prac Mistrza z drugiego końca świata musi sam być wielkim Mędrcem.
Kolorowe światła, tłum ludzi, billboardy - to wszystko migało mi przed oczami, gdy mknęliśmy szerokimi ulicami. Ciekawe, jak to jest żyć tutaj. Zupełnie inaczej? A może w gruncie rzeczy tak samo? Nie pamiętam jak długo jechaliśmy. Zaparkowaliśmy przed jednym z tych niesamowicie wysokich, oszklonych biurowców. Wjechaliśmy windą na jedenaste piętro, gdzie mieściło się biuro dyrektora. Mężczyzna wskazał mi właściwe drzwi, ale sam nie poszedł dalej. Dyrektor oczekiwał mnie siedząc wygodnie w skórzanym fotelu, za biurkiem. Gdy weszłam, wstał, wymieniliśmy zwyczajowe uprzejmości, po czym zaproponował żebym usiadła.
Nie mogąc już dłużej powstrzymywać ciekawości zapytałam, starając się jak najpoprawniej wyrażać po angielsku:
- Dlaczego wybrał pan właśnie rękopisy Mistrza?
Moje pytanie chyba go zaskoczyło, a z pewnością rozbawiło:
- Bo to będzie świetna książka! - odpowiedział - Ludzie lubią takie rzeczy. Szkoda, że nie od razu w wersji komputerowej, przepisanie i przetłumaczenie zajmie sporo czasu... No, ale przecież trochę się to skróci, uprości, więc może nie potrwa to aż tak długo.
- Książka? - upewniłam się, że dobrze zrozumiałam. Czemu Mistrz nic mi nie powiedział?
- Tak, książka. Dlaczego pani pyta?
- Taka dla nowych uczniów Mistrza...? - próbowałam jakoś to ogarnąć, ale nie potrafiłam.
Mężczyzna jeszcze bardziej wybałuszył oczy, po czym roześmiał się.
- Tak, można tak powiedzieć. Wie pani, dzisiaj ludzie chcą czytać takie mądre, egzotyczne teorie, których w większości nie są w stanie zrozumieć. To im daje poczucie sensu w życiu, czy czegoś tam jeszcze. Półki w księgarniach uginają się od poradników typu: jak żyć?, jak być szczęśliwym?, i tak dalej. To się świetnie sprzedaje. No dobrze, proszę mi dać te materiały i nie będę już pani zabierał czasu.
Czułam się zupełnie skołowana. Drżącymi rękami chwyciłam teczkę, ale wyślizgnęła mi się i spadła na podłogę. Oboje rzuciliśmy się, żeby pozbierać rozsypane kartki. "Mistrzu!" - myślałam - "Czy to prawda? Czy to w ogóle możliwe?". Mimowolnie spojrzałam na tekst i utkwiło mi w pamięci jedno zdanie: "Mistrzowie zen powiadają, iż nie można zobaczyć swojego odbicia w płynącej wodzie, tylko w stojącej." Tamtego wieczoru długo krążyłam po tym dziwnym mieście. Nigdzie nie było stojącej wody.
Hymmm... ciekawe ;-) Szczególnie podoba mi się to, jak podeszłaś do tematu. Nie tłukłaś jakiś refleksji czy artykułów, ale całkiem swobodnie zawarłaś go w tym krótkim opowiadaniu. Bardzo zresztą kompletnym, w taki sposób, że jest tam wszystko co powinno być. Poznajemy narratora, zaprzyjaźniamy się z nim, a potem już patrząc trochę na świat jego oczami, przeżywamy jego zaskoczenie związane ze spotkaniem w świecie, w którym na co dzień żyjemy. Ciekawy tekst, gratuluję ;-)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńIntrygujące opowiadanie. Napisane "oszczędnie" i realistycznie, a przemyca nieco magii i niepokoju. Najciekawsza jest końcówka, taka otwarta, jakby za nią miała się wyłonić prawdziwa historia bohaterki. Całość stylem przypomina "Jedz, módl się, kochaj". Czytałaś tę książkę?
OdpowiedzUsuńNie, nie czytałam, ale może przeczytam w takim razie :) Dzięki za komentarze!
OdpowiedzUsuńNie żebym Ci jakoś specjalnie polecała, ale jest coś podobnego w sposobie pisania tej pisarki i Twoim. U Ciebie jednak króluje niedopowiedzenie, forma otwarta, tam jest powiedziane aż za dużo, wyłożone kawa na ławę, tak żeby czytelnik nie miał zbyt wielu dróg interpretacji, bo tamto to taka pisanina, oczywiście błyskotliwa i interesujaca, ale jednak sporządzona tylko po to żeby ją czytać, a u Ciebie wchodzi w grę element kontemplowania (słów, zdarzeń) i to jest dobry pomysł, bo tu się rodzi sztuka. Dlatego, że jest tu miejsce na odbiorcę (paradoks: w każdym tekście powinno być miejsce na odbiór, bo przecież teksty są właśnie do odbioru) i jego emocje. Mam propozyję: kontynuuj tę opowieść, jestem zaintrygowana, co się dalej wydarzy. Tylko nie zepsuj klimatu tajemnicy :-)
OdpowiedzUsuńIza