U stóp wieży pantofel leży
ale żadna z tych stóp
nie ma takiego rozmiaru jak on
Kto wykonał tego cholernego buta?
To poruta
Nie można w to uwierzyć
że u samych stóp wieży
niepasujący na nie pantofel leży
Na koniec opowiem Wam jeszcze bajkę.
O dwóch takich co znaleźli siebie
W nieodległej krainie żyła sobie bardzo dysfunkcyjna rodzina, a w niej piękna, młoda kobieta, której matka zmarła przed kilkoma laty a ojciec ponownie się ożenił. Macocha i przyszywane siostry bardzo gnębiły młodą, która całymi dniami musiała zaharowywać się, ciągle nią pomiatano. Nadano jej także przydomek Kopciuszek. Któregoś razu odbywał się w okolicy wielki bal, podczas którego książę pragnął znaleźć swoją drugą połowę. Macocha wraz z siostrami ubrały się wybornie, doskonale, z pomocą znanego stylisty dobrały dodatki i po wielu wielu godzinach solidnych przygotowań odjechały do pałacu pozłacaną i nakrapianą gdzieniegdzie różowym futerkiem karocą. Kopciuszek tymczasem wyszeptała swoje największe marzenie, rumieniąc się przy tym i trzęsąc. Brzmiało ono tak: „żeby tata odnalazł swoją prawdziwą miłość, którą z całą pewnością nie jest ta okropna kobieta, moja macocha, która nie potrafi okazać ani odrobiny ciepła nikomu.”Wtem w oknie pojawił się niezwykły anioł kształtem przypominający motyla, miał czerwone nakrapiane skrzydła, a środkowa część jego ciała pokryta była wielobarwnymi, poziomymi paskami. Spowijała go kolorowa aura, w pokoju zapachniało wspaniałymi owocami, jakie mogą istnieć tylko w raju. „A to ci dopiero egzotyczny gość” pomyślała Kopciuszek. „-Przyszedłem aby spełnić Twoje życzenie. Jeśli rzeczywiście też tego pragniesz, musisz pojechać wraz ze mną do pałacu, na bal.” -Na bal? To wykluczone, nawet nie mam co na siebie włożyć”. Zaraz wyczarujemy piękną sukienkę i dodatki. Chwilę później w chacie rozpoczęło się prawdziwe widowisko. Anioł wyciągał w z kapelusza różnobarwne chusty, suknie o wszystkich możliwych kolorach i fasonach, biżuterię z ogromnymi, kolorowymi kamieniami, płaszcze wyszywane złotem i srebrem. Kopciuszek mierzyła to wszystko w takim podekscytowaniu, że zakręciło się jej w głowie, jak zahipnotyzowana ubierała kolejne suknie i bransolety. W końcu anioł musiał zdecydować za nią, bo była jak nakręcona. Robiło się coraz później, anioł pośpieszał, Kopciuszek zakładała ostatni dodatek – naszyjnik z wiszącymi mosiężnymi kluczami pociągniętymi różową farbą. Wychodzili. Wokół panował straszny chaos, anioł powoływał z powrotem w niebyt te wszystkie rzeczy, których ogromne ilości nawyczarowywał. Kopciuszek rzucała jeszcze ostatnie spojrzenia do swojego odbicia w lustrze w przedpokoju. Anioł, posprzątawszy już wszystko, wyprzedził ją zwinnie podskakując lekko na swojej jakby gumowej nodze i pokazał jej klucz do karety, co znaczyło „odjeżdżamy”. Piękna panna wybiegła z domu, a po głowie chodził jej widok tego klucza, który przed chwilą pokazał jej anioł. Był to jakby powiększony jeden z tych kluczyków które miała na szyi. Wsiedli. Kareta miała napęd kosmiczny (nie w przenośni, a dosłownie) i za moment byli już przed pałacem. Przed wejściem na salę, anioł uczynił siebie niewidzialnym, a Kopciuszkowi jeszcze dodał uroku. Ale na nic się te zabiegi nie zdały, śliczna panna stała podpierając ścianę i byłoby tak zapewne do końca imprezy, gdyby nie to, że anioł podszepnął jej do ucha, że powinna sama pójść i porwać księcia do tańca, że życie to nie bajka i nie wolno czekać, aż mężczyzna cię zdobędzie, tylko szybko oferować co się ma. Kopciuszek podbiła więc do księcia, ale ten stał niewzruszony, potem jednak się rozruszał i na tańcach się nie skończyło. Tak go śmieszyły dziwaczne stroje dziewczyny: jej zielono – złoto – czerwone pantalony, jej figlarna halka w żółte prążki, skarpetki w kształcie myszek, rajstopy w białe żabki, kluczyki na szyi, pierścionki z wizerunkami Shreka i Harrego Pottera, że postanowił, że tylko ona może zostać jego żoną, że przynajmniej będzie mu z nią zabawnie. Ale skoro wybiła dwunasta, Kopciuszek, powoli, gadżet po gadżecie zaczęła się przemieniać w tę sierotę, którą była jeszcze parę godzin wcześniej. Kiedy się zorientowała, co się dzieje, wybiegła z pałacu. Wróciła do domu, a skoro świt cały dom został obudzony przez poddenerwowanego ojca, który żałośnie pytał „Gdzie jest mój drugi but?” Oczywiście nikt by się nie domyślił, co się stało z ojcowskim butem (nawet sama Kopciuszek, która ubierając go była jakby w amoku i do dziś nie pamięta tego fragmentu przygotowań do balu), gdyby kilka godzin później nie zastukał do drzwi książę z butem w ręku. Ojciec otworzył mu drzwi w jednym bucie i rozpoznając zarówno królewicza jak i swój własny trzewik, z miejsca zemdlał. W przybyłym natomiast obudziły się niebywałe uczucia, jak w transie zmierzył omdlałemu brakujący trzewik, po czym powiódł go do karety i dalej na zamek, a następnie żyli długo i szczęśliwie.
Iza Ochman
Wspaniała bajka Iza! Jestem zachwycony :D Cóż za przewrotność! Ja zawsze staram się o przewrotność, staram się jak najdokładniej wątki poróżnić i pomieszać, ale ty widzę już wykazujesz w tym temacie wielki i samorodny talent! Od dziś chcę widzieć więcej Twoich prozatorskich tekstów na blogu. Bardzo mi się podoba Twoja bajka ;-) Wierszyk też ładny i zgrabny, ale i tak przy bajce wypada bladziutko. Jak to czasami bardzo proste zdarzenia potrafią nas doskonale zainspirować!
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Ci się bajka spodobała, bo to dla mnie sygnał, że jest dobrze sklecona, choć nie planowałam i w ogóle nie myślałam nad akcją, pisałam intuicyjnie, dobrze się bawiąc przy tym. Widzę, że tak jest lepiej, bo czasami się myśli i myśli i nic się nie wymyśli, a tak opowieść sama nas prowadzi i jest to ciekawe zarówno dla czytającego, jak i dla piszącego. Zwróciłeś uwagę na ciekawą rzecz, że codzienność to największy skarbiec inspiracji!
OdpowiedzUsuńAle super! Tyle już znałam wersji Kopciuszka, ale takiej jeszcze nie :)
OdpowiedzUsuńAgata