***
Autoportret autora
I pam pam, puk puk
Ti Ti, ta Ti, ta
Przysięgam
Ło Matko Boska
Śledziona jest obok mostka
A może przebywa w stopie
Może razem ze stopą kopie
Serce, biedne, spocone śmierdzi
Tuż przy kolanie swędzi
Ciągle je drapię i drapię
Drapię jak potrafię
Drapię aż przyłapię
Swoje dłonie na gorącym uczynku
Nie wiem gdzie są
W zakamarkach pleców
Czy zawędrowały z próżnego wysiłku
Do Pachy Jamy
Ja sam, Ja Pcham, Ja Wam
Bez Mamy Psa i Taty
Rozebrany
Skojarzyło mi się "Rozbieranie do snu" Grochowiaka, choć tam wszystko inaczej. Skoro Ty Nam, to Ty Nam tu więcej - i dobrze, że po swojemu. "Drapię aż (...) uczynku" mi robi dobrze i to Pcham z dużej litery jest ładne, choć mam kilka alternatyw interpretacyjnych (i przyznam, że biorę tu pod uwagę możliwość "Pchania swobodnego", tak w eter niezależnie wetknięty twór dla siebie samego ;) ). A te dwa pierwsze wersy, to mi wprowadzają taką dysharmoniczną orkiestrę dętą, w której każdy sobie i dalej, dzikie krzyki, rytm muzyki, riki tiki, szał liryki :P pozdrawiam, marlena
OdpowiedzUsuń