Ostatnio miałam okazję być na spotkaniu autorskim z Danielem Odiją. Jego nowa książka, którą zresztą już sobie wypożyczyłam, traktuje o tym, jak to obłęd swobodnie rozpanoszył się w tak zwanym zwykłym życiu i nikt już nie potrafi dokładnie wytyczyć granicy między zdrowiem a chorobą psychiczną. "Kronika umarłych" miała pierwotnie nosić tytuł "Komedia", odnosić się raczej do tradycji dantejskiej (bo to niewesoła książka), ale autor nie był pewien, czy czasem jakiś czytelnik zwiedziony lekkim tytułem nie sięgnie po książkę w nadziei zrelaksowania się. O to powieść z przesłaniem, że obłęd jest normą. Prowadząca spotkanie Marta Fox, zapytała, czy dzięki pisaniu udaje się Odiji zrozumieć lepiej innych ludzi, ale on odpowiedział, że pierwotnie usiłował, pisząc, zrozumieć świat, ale po jakimś czasie dostrzegł, że jedynie siebie samego rozumie dzięki pisaniu lepiej. Świat jest zbyt rozległy i pokrętny. Pisanie daje taką fajną możliwość, by w swoje stany emocjonalne wyposażyć kreowanych bohaterów, co stanowi naturalny wentyl negatywnych doświadczeń. Co prawda doświadczenia te rozpływają się w wymyślanych postaciach, zmieniając zupełnie swój smak i konsystencję, ale sam autor widzi jasne przełożenie np. że w "napisanej" pani Zosi ukrywają się pierwiastki pana Antka, matki, dziadka, synka i kogoś tam jeszcze. Zupełnie jak we śnie, gdzie jedna osoba jest równocześnie dwoma osobami. Zresztą Odija przyznaje na spotkaniu, że sny stanowią dla niego nieobojętny materiał. W ich domu rodzinnym panuje nawet zwyczaj opowiadania sobie snów. Widząc, że dzieci mają łatwość dzielenia się zarówno największym koszmarem, jak i snem który niesie radość, jest szczęśliwy.
Iza
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz