*** o miłości
Znałbym świetnie angielski, niemiecki
Chiński, hiszpański, arabski, rosyjski
A miłości bym nie miał
Stałbym się jak sygnał w telefonie
albo google translator
I jeśli znałbym numery lotka,
Znałbym wszystkie hasła i kody
I wszystkie Twoje tajemnice.
W ogóle wiedziałbym wszystko
O kobietach, finansach i zdrowym odżywianiu
I miałbym takie kontakty i władze
Że wszystko mógłbym zrobić
Lecz miłości bym nie miał
Byłbym dupa.
I jeśli bym pomagał powodzianom,
Założył 1o organizacji charytatywnych
Leczył bezdomnych w krajach trzeciego świata
Umarł za ojczyznę, wolność i głodne dzieci
A moje nogi, ręce, krew, nerki, serce
Oddał na przeszczepy
Nie byłbym ani trochę zajebisty.
Bo miłość...
Aa.. sam nie wiem
Ale miłość, jest
mega zajebista
Jest niewyobrażalnie
kosmicznie fantastyczna
Jest po prostu
najedwabistsza.
Jest ostro po bandzie
Cudowna
Jest najlepsza
najmilsza, najsłodsza
Jest taka, że
Miłość jest
Utwór mnie rzeczywiście zdołał rozśmieszyć! Konkretnie rozwalił mnie „google translator” tzn. uzmysłowiło mi to dobitnie, że walory umysłu jakimi się człowiek może poszczycić są same w sobie tylko jak sygnał w telefonie (czuję w nim huczącą, gnębiącą pustkę, która ma ambicję wypełniać, wypełniać, aż po brzegi zalewać przestrzeń, w tym momencie przestrzeń słuchającego, ale to tylko nuży, utrudnia, „przeczekuje”, niczego nie może ofiarować, nijak wyrwać się z utartych kolein, podobnie zresztą wspomniany translator przeciepuje słowa z jednej strony na drugą, ale nie potrafi wyłapać sensu jaki powstaje w kontekście, za to niejednokrotnie rodzi nowy sens, niestety przeważnie tak bezsensowny, że włosy z głowy rwałam nieraz, bo do języków zdolności nie mam wcale, ale ten tłumacz jawi mi się jako jeszcze bardziej debilny. Sęk w tym, że znajomość elementów składowych nic nie mówi jeszcze o całości. Wszelkie teorie holistyczne przyklaskiwały by mi tutaj. Bóg wymyślił człowieka jako istotę miłującą, bo w przeciwnym razie po wieży Babel świat by się rozpadł, albo byłby możliwy w takich małych zbryleniach, w grupach językowych, które nie miałyby z sobą żadnego kontaktu. Tylko miłość jest w stanie sprawić, że wychodzimy od części do całości,ogarniamy szerzej siebie, świat, drugiego człowieka, od tego co jest tylko oczekiwaniem (sygnał w telefonie) do treści: bolesnej, wesołej, krzepiącej, nijakiej, oficjalnej, nudnawej, przerażającej – po prostu różnorodnej. Świat przez okulary miłości, powiedział do mnie Olaf za pomocą tego wiersza, jest raz, że ciekawszy i bardziej różnorodny, choć przecież nie można uprościć, że szczęśliwszy i bardziej otwarty, bo skoncentrowany na całości, a nie na pojedynczych częściach.
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się, że pod koniec drugiej zwrotki jest takie fajne rozładowanie, bo tak naprawdę podskórnie myślimy: „jak on to skończy” jak zamknie tę wyliczankę, która nam tyle nabroiła w emocjach, w sposobie myślenia?”Więc zakończył bardzo prosto i prostodusznie i tym samym w pięknym stylu, tak po ludzku: „byłbym dupa”. No i oczywiście mnie to rozśmiesza. Można by wymieniać, że taki człowiek byłby zgorzkniały niezrealizowany, nic by po sobie nie zostawił. Oryginalny tekst jednak bardziej porusza się w obszarze moralizatorstwa, dyskretnie bo dyskretnie, ale przyznacie sami, że „byłbym dupa” inaczej brzmi niż „byłbym nikim”. Zresztą myślę, że Olaf pisząc taki tekst jest jakby bliższy postawie Chrystusowej niż zapalczywy św. Paweł, gdyż Chrystus obcujący bez niechęci z celnikami i prostytutkami, chyba nie odważyłby się nazwać człowieka „nikim” nawet tego człowieka, który sięgnął dna, wyzbył się całej swojej dobroci i miłości. Olafowe „byłbym dupa” zakłada optymistycznie drugą i trzecią i osiemsetną szansę, bo przecież dziś jesteś dupa, dajesz się pokroić na kawałki,a w Twoim sercu pustka – jak sygnał w telefonie, ale jutro synu marnotrawny być może padniesz Miłości w ramiona i zwyczajnie przestaniesz być dupa. Kolejna zwrotka kończy się równie wdzięcznie, młodzieńczo (teksty piosenek Muńka Staszczyka mi przypominają) „nie byłbym ani trochę zajebisty” - wyczuwa się w tym sformułowaniu spory szacunek dla człowieka, dlatego, że nie pojawiają się słowa które by przekreślały kogoś, tylko delikatnie zostaje zwrócona uwaga na to, że bez miłości nigdy nie uda nam się być the best.
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że w czwartej zwrotce autor opuścił kurtynę milczenia nad tym przesprecyzowanym wyjawianiem jaka jest miłość i przede wszystkim ukazał nam w sposób znowu bardzo młodzieńczy i zawadiacki „a,...sam nie wiem” tajemniczą naturę miłości, bo niedobrze mi czasem jak słyszę te wszystkie wytyczne „miłość cierpliwa jest, łaskawa, nie zazdrości”, a co jak zazdrości, a co jak jest niecierpliwa?
W dalszej części tekstu przekleństwa oceniam jako niepotrzebne, ale może to taki zamysł...Bardzo podoba mi się słowo „najedwabistsza”, w ogóle w tej ostatniej zwrotce wprowadziłabym więcej neologizmów, od których jest Olaf specjalistą w tym miejscu, a zrezygnowałabym z kolokwializmów, bo jak dla mnie zakłócają klimat utworu i obniżają jego rangę.
Iza Ochman