Olaf zaprosił na wczorajsze warsztaty w MDK Południe Nicole i Janka. Niezwykli ludzie, niby nic nie tworzą, Ona interesuje się bardziej biologią niż poezją, On pisuje tylko dzienniki. Kilkadziesiąt minut warsztatu wystarczyło, by powstały interesujące portrety emocjonalne wyklejane z kawałków pociętego przeze mnie plakatu w odcieniach zgaszonego pomarańczu i szarości. Uczestników najwyraźniej nie zaspokajały zaproponowane przeze mnie zadania, bo np. Janek w czasie krytycznej dyskusji o Andym Warholu ułożył na obrusie prostą, acz wyrafinowaną kompozycję z kredek, która zakorespondowała z obrusem, z jego kolorystyką. Potem wykorzystał ten sam obrus, by namalować na kartce kaczkę, dziwnie prążkowaną, właśnie dzięki temu, że obrus stanowił podkładkę. Wszystko łączyło się ze wszystkim. Olaf z powycinanych przeze mnie kawałków (z których byłam pewna, że nie da się niczego nieabstrakcyjnego ułożyć) skomponował widok nieco mrocznej, oświetlonej latarniami ulicy. Droga wiodła to w dół, to w górę, nie była zbyt wyrównana. Koleżanka Nicole pokazała nam poprzez swoją pracę, że zadawanie pytań jest jak rozsiewanie czarnej nieprzejrzystej smugi,a każde zadane pytanie mnoży kolejne. Jej autopotret emocjonalny (ten z powycinanych kawałków) był twarzą we wszystkich kierunkach! Choć sporządziła go mając w zamyśle jedną twarz. Kobieta o wielu twarzach – chciałoby się rzec.
Iza
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz