wtorek, 2 listopada 2010

Nieco banalnie jak na dzień Zaduszny: "Śmierć"

Niektóre książki są w stanie sprowadzić na człowieka kompletny obłęd. Po wspomnianej juz przeze mnie "Kronice umarłych" Odji w ogóle nie mogłam spać. Główny bohater zatrudnia się np. przy kopaniu rowów, podczas pracy zaczyna się trochę źle czuć, a ziemia wydaje się być coraz twardsza, szpadel ześlizuje się jakby z poumieszczanych w niej kawałków czegoś twardszego. Były to cegły, ale do Mateusza natrętnie dobierała się myśl, że to kości. Wersja "Rozmowy Mistrza Polikarpa ze śmiercią" w wydaniu nieco bardziej realistycznym. Śmierć rozmawia z nami ciągle, jest zawarta w każdym detalu, wszystko, co żyje, przypomina o śmierci. "Tybetańska Księga Umarłych", mogąca stanowić jakiś kontekst do "Kroniki umarłych" naucza o tym, że ciało człowieka zbudowane na bazie 5 elementów (Ziemia jako element stały, Woda - wilgoć, Ogień - ciepło, Powietrze - ruch, Przestrzeń). Podczas śmierci one się rozpuszczają i towarzyszą temu dziwne zjawiska. Kiedy element ziemi rozpuszcza się w element wody, umierający człowiek ma odczucie, że jest przygniatany przez ogromną górę. Myślę, że ostatnią książkę Odji (choć nie mam sił przebrnąć do jej końca) można by nazwać zapisem umierania. Bo oto pewnego dnia  Mateusz wbija szpadel w coś twardego i widzi krew, zaczyna kopać ostrożniej i dokopuje się ....do wykrzywionej z bólu twarzy swojej dziewczyny. Jest to piękny, a zarazem potworny symbol docierania do swojej i czyjejś  historii, ran, które zadali najbliźsi. Drzemie w tym surealistycznym zdarzeniu także jakieś echo masowych mordów XX wieku. Zalążek zbrodni twi w ludzkich kontaktach, w wyobrażeniach, w naszych ciałach. Jeteśmy gotowi, by zadać śmierć, obojetne w jakiej formie.
Iza

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz